28 grudnia 2010

New York, New York

Nowy Jork odwiedzilam w pazdzierniku. Dawno temu ale wspomnienia caly czas w glowie by przelac je na nosnik blogowy.

Do NYC wybralam sie z dwoch powodow. Pierwszym byly wakacje HRodziny, a drugi to zebranie 3 kredytow bo bezsukcesowym dostaniu sie do collegu.

Polaczylam przyjemne z pozytecznym. A na dodatek nie lecalam sama tylko z Charlotte. Czego sie poczatkowo obiawialam, bo nie znalysmy sie dobrze i napawalo mnie strachem co ja bede robic z niemiecka Au Pair pare dni w NYC. Na szczescie okazalo sie, ze to byl dobry pomysl by nie jechac samej.

Przygode zaczelysmy od wspolnej podrozy Amtrak'em do stolicy Californi - Sacramento. Tam mialysmy przeskoczyc do autobusu na lotnisku, ale niestety tutaj tez sie czasami cos opoznia i autobus uciekl nam z przed nosa, za to my pobiegalysmy sobie z walizakami bo Sacramento. Aby na koniec zlapac taxi na lotnisko (oj troche nas to kosztowalo, mialo byc pieknie i tanie ale nie wyszlo ;). Na szczescie na lotnisko dojechalysmy w sama pore i jedyny plus ze nie musialysmy dlugo czekac na odlot. A mialysmy lot nocny z czwartku 30.09 z ladowaniem w NYC rano o godzinie 7. Wszystko pieknie, ale okazalo sie ze Charlotte zapomniala paszportu.. myslalam ze padne jak sie mnie zapytala z takim spokojem i niewinnoscia: "a my potrzebujemy paszport?". Ja zrobilam wiekie oczyska ale bez paniki ogarnelysmy ze ma dwa inne dowody tozsamosci i musi sie udac. Udalo sie! Uff! Co do lotu to byl to chyba najgorszy lot jaki mogl sie nam przydazyc, pomijam ze udalo nam sie siedziec obok, gdyz jakas mila pani sie przesiadla... ale rankiem na dwie godziny przd ladowaniem zaczelismy dziwnie krazc w powietrzy, pozniej wlaczylam kanal informacyjny a tam doniesienia o powodziach w New York City i Long Island. Wiec zaczelo sie robic powoli nie milo. Chmury sie tak sklebily ze momentami nie bylam w stanie zobaczyc skrzydla samolotu! Po ogromnych turbulencjach wyladowalismy na Newark International Airpirt - czyli po drugiej stronie Manhattanu... na szczescie tam czekalismy przez godzine i udalismy sie na docelowe lotnisko JFK. Lot sie nam wydluzyl z 5h do 8h. Nie bylo to takie zle, gdyz transport ze szkoly mialysmy dopiero po 3pm.

Part 1. C.W. Post Campus - Long Island University.

Skorzystalysmy z Charlotte z kursu specjalnego dla Au Pair... i juz to powinno mnie odstraszyc... ktory oferowal 3 kredyty z 6 potrzebnych do wypelnienia warunkow naszej wizy. Robilismy TOEFL/English preparation course. Zajecia prowadzilo zabawne malzenstwo, zabawne przez pierwszy dzien po podrozy. Bo ogolnie biorac calosc kursu to marnosc... same operki - wieje nuda ;) - i zajecia w formie zabawy. Czyli rozumowanie jak opiekujesz sie dziecmi caly czas i sie z nimi bawisz to samo my zrobimy z toba. Traktowanie Au Pair jako dzieci. Yeah. Straszne nudny i strasznie infantylne to bylo. Nie polecam, chyba ze ktos chce szybko zdobyc swoje kredyty i mieszka blisko Long Island ;) dla mnie to bylo wielkie 'no, no!! I zaluje strasznie. Ale przezylam. Ledwo bo z wielkim jetlagiem - a tylko 3h roznicy pomiedzy CA.

A tutaj Charlotte w naszym pokoju... ktory byl zimny i w ktorym przyszlo mi spac na gornym pietrowym lozku :))

Na szczescie w niedziele popoludniem odstawiono nas na stacje i moglysmy sie udac do serca Nowego Jorku.

Part 2. New York, New York.

Po smutnym weekendzie, nadszedl czas na 5 dni na Manhattanie!

W niedziele zaczela sie przygoda w naszym hostelu, ktory moge polecic... aczkolwiek radze wybrac opcje z mniejsza liczba osob w pokoju... nasz 12 osobowy damski pokoj to bylo troche za duzo dla mnie. Ale w koncu w miescie, ktory nigdy nie spi... z lozka - jesli masz 21 lat lub umiesz dobrze kombinowac nie majac 21 lat - malo sie spi. Tzn. to jest jeszcze kwestia wyboru.. bo Charlotte spala.. ja mianowicie spedzalam wieczory w wesolej atmosferze hostelu

-> Jazz on the Park Hostel.

[googlemaps http://maps.google.com/maps?client=safari&oe=UTF-8&ie=UTF8&q=Jazz+on+the+park&fb=1&gl=us&hq=Jazz+on+the+park&cid=0,0,1488825423637354118&ll=40.798396,-73.960876&spn=0.006295,0.006295&t=h&output=embed&w=425&h=350]

Pierwsze dni uplynely na chodzeniu... a ze bylo deszczowo to nawet nie chcialo mi sie robic zdjec... wiec przez pierwsze dwa dni marnowalam swoje fotograficzne wspomnienia - czego teraz goraco zaluje.

Na szczescie w koncu wyszlo slonce i zrobilo sie troche cieplej, zatem trzeba bylo sie udac na Brooklyn Bridge !

Subway'em pojechalysmy na Brooklyn by przejsc caly most w strone Manhattanu.

Widoki jak z filmu. I az czlowiek nie wierzy ze stoi w tym wlasnie miejscu...

Empire State.

Tlumy ludzi, spacerujacych i pstrykajacych zdjecia... Mnie najbardziej zauroczyla starsza para. Az sama zaproponowalam ze zrobie im zdjecie. Niestety ich aparatem ;)



Little Italy wywarla na mnie wrazenie. Miasto w miescie. Wszystko po wlosku. I wspaniale jedznie!

My date ;)



Przesiedzialysmy godziny na Time Square. Po prostu rozmawiajac, odpoczywajac i obserwujac ludzi.

Szukajac jesieni w Central Parku, znajdywalysmy tylko wiosene... a byl to przeciez pazdziernik!

Moje ulubione. Az chce sie zanucic "Come Away With Me.

Przy slynnym nowojorskim hod-dogu doswiadczalysmy muzyki na zywo! Hot-dog ($2) beznadziejny - za to muzyka niczego sobie!

Najwiekszym rozczarowaniem okazala sie karuzela w Central Parku. Phi... nie wydalam tych $2 na przejazdzke...



Ostatni dzien zakonczylysmy na Time Square... ktos biegal a za nim tlumy. Do dzis niestety nie wiemy ktoz to byl ;)

Nawet po zmroku na Time Square jest jasno ;)

Udana podroz!!

Do wiecej zdjec z NYC odsylam do galerii na flckerze.

Brak komentarzy:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...