28 grudnia 2010

New York, New York

Nowy Jork odwiedzilam w pazdzierniku. Dawno temu ale wspomnienia caly czas w glowie by przelac je na nosnik blogowy.

Do NYC wybralam sie z dwoch powodow. Pierwszym byly wakacje HRodziny, a drugi to zebranie 3 kredytow bo bezsukcesowym dostaniu sie do collegu.

Polaczylam przyjemne z pozytecznym. A na dodatek nie lecalam sama tylko z Charlotte. Czego sie poczatkowo obiawialam, bo nie znalysmy sie dobrze i napawalo mnie strachem co ja bede robic z niemiecka Au Pair pare dni w NYC. Na szczescie okazalo sie, ze to byl dobry pomysl by nie jechac samej.

Przygode zaczelysmy od wspolnej podrozy Amtrak'em do stolicy Californi - Sacramento. Tam mialysmy przeskoczyc do autobusu na lotnisku, ale niestety tutaj tez sie czasami cos opoznia i autobus uciekl nam z przed nosa, za to my pobiegalysmy sobie z walizakami bo Sacramento. Aby na koniec zlapac taxi na lotnisko (oj troche nas to kosztowalo, mialo byc pieknie i tanie ale nie wyszlo ;). Na szczescie na lotnisko dojechalysmy w sama pore i jedyny plus ze nie musialysmy dlugo czekac na odlot. A mialysmy lot nocny z czwartku 30.09 z ladowaniem w NYC rano o godzinie 7. Wszystko pieknie, ale okazalo sie ze Charlotte zapomniala paszportu.. myslalam ze padne jak sie mnie zapytala z takim spokojem i niewinnoscia: "a my potrzebujemy paszport?". Ja zrobilam wiekie oczyska ale bez paniki ogarnelysmy ze ma dwa inne dowody tozsamosci i musi sie udac. Udalo sie! Uff! Co do lotu to byl to chyba najgorszy lot jaki mogl sie nam przydazyc, pomijam ze udalo nam sie siedziec obok, gdyz jakas mila pani sie przesiadla... ale rankiem na dwie godziny przd ladowaniem zaczelismy dziwnie krazc w powietrzy, pozniej wlaczylam kanal informacyjny a tam doniesienia o powodziach w New York City i Long Island. Wiec zaczelo sie robic powoli nie milo. Chmury sie tak sklebily ze momentami nie bylam w stanie zobaczyc skrzydla samolotu! Po ogromnych turbulencjach wyladowalismy na Newark International Airpirt - czyli po drugiej stronie Manhattanu... na szczescie tam czekalismy przez godzine i udalismy sie na docelowe lotnisko JFK. Lot sie nam wydluzyl z 5h do 8h. Nie bylo to takie zle, gdyz transport ze szkoly mialysmy dopiero po 3pm.

Part 1. C.W. Post Campus - Long Island University.

Skorzystalysmy z Charlotte z kursu specjalnego dla Au Pair... i juz to powinno mnie odstraszyc... ktory oferowal 3 kredyty z 6 potrzebnych do wypelnienia warunkow naszej wizy. Robilismy TOEFL/English preparation course. Zajecia prowadzilo zabawne malzenstwo, zabawne przez pierwszy dzien po podrozy. Bo ogolnie biorac calosc kursu to marnosc... same operki - wieje nuda ;) - i zajecia w formie zabawy. Czyli rozumowanie jak opiekujesz sie dziecmi caly czas i sie z nimi bawisz to samo my zrobimy z toba. Traktowanie Au Pair jako dzieci. Yeah. Straszne nudny i strasznie infantylne to bylo. Nie polecam, chyba ze ktos chce szybko zdobyc swoje kredyty i mieszka blisko Long Island ;) dla mnie to bylo wielkie 'no, no!! I zaluje strasznie. Ale przezylam. Ledwo bo z wielkim jetlagiem - a tylko 3h roznicy pomiedzy CA.

A tutaj Charlotte w naszym pokoju... ktory byl zimny i w ktorym przyszlo mi spac na gornym pietrowym lozku :))

Na szczescie w niedziele popoludniem odstawiono nas na stacje i moglysmy sie udac do serca Nowego Jorku.

Part 2. New York, New York.

Po smutnym weekendzie, nadszedl czas na 5 dni na Manhattanie!

W niedziele zaczela sie przygoda w naszym hostelu, ktory moge polecic... aczkolwiek radze wybrac opcje z mniejsza liczba osob w pokoju... nasz 12 osobowy damski pokoj to bylo troche za duzo dla mnie. Ale w koncu w miescie, ktory nigdy nie spi... z lozka - jesli masz 21 lat lub umiesz dobrze kombinowac nie majac 21 lat - malo sie spi. Tzn. to jest jeszcze kwestia wyboru.. bo Charlotte spala.. ja mianowicie spedzalam wieczory w wesolej atmosferze hostelu

-> Jazz on the Park Hostel.

[googlemaps http://maps.google.com/maps?client=safari&oe=UTF-8&ie=UTF8&q=Jazz+on+the+park&fb=1&gl=us&hq=Jazz+on+the+park&cid=0,0,1488825423637354118&ll=40.798396,-73.960876&spn=0.006295,0.006295&t=h&output=embed&w=425&h=350]

Pierwsze dni uplynely na chodzeniu... a ze bylo deszczowo to nawet nie chcialo mi sie robic zdjec... wiec przez pierwsze dwa dni marnowalam swoje fotograficzne wspomnienia - czego teraz goraco zaluje.

Na szczescie w koncu wyszlo slonce i zrobilo sie troche cieplej, zatem trzeba bylo sie udac na Brooklyn Bridge !

Subway'em pojechalysmy na Brooklyn by przejsc caly most w strone Manhattanu.

Widoki jak z filmu. I az czlowiek nie wierzy ze stoi w tym wlasnie miejscu...

Empire State.

Tlumy ludzi, spacerujacych i pstrykajacych zdjecia... Mnie najbardziej zauroczyla starsza para. Az sama zaproponowalam ze zrobie im zdjecie. Niestety ich aparatem ;)



Little Italy wywarla na mnie wrazenie. Miasto w miescie. Wszystko po wlosku. I wspaniale jedznie!

My date ;)



Przesiedzialysmy godziny na Time Square. Po prostu rozmawiajac, odpoczywajac i obserwujac ludzi.

Szukajac jesieni w Central Parku, znajdywalysmy tylko wiosene... a byl to przeciez pazdziernik!

Moje ulubione. Az chce sie zanucic "Come Away With Me.

Przy slynnym nowojorskim hod-dogu doswiadczalysmy muzyki na zywo! Hot-dog ($2) beznadziejny - za to muzyka niczego sobie!

Najwiekszym rozczarowaniem okazala sie karuzela w Central Parku. Phi... nie wydalam tych $2 na przejazdzke...



Ostatni dzien zakonczylysmy na Time Square... ktos biegal a za nim tlumy. Do dzis niestety nie wiemy ktoz to byl ;)

Nawet po zmroku na Time Square jest jasno ;)

Udana podroz!!

Do wiecej zdjec z NYC odsylam do galerii na flckerze.

26 grudnia 2010

Pre-365Project.

Poswiateczny czas... a w mojej glowie milion planow na nowy rok... powoli tworze liste postanowien noworocznych w ktorych znajduje sie Project 365 i juz sie nie moge doczekac... mam tez w glowie pomysl dodawania oprocz zdjec trzech dobrych chwil jakie mnie spotkaly kazdego dnia ; )
Dzis jednak tylko dodam zdjecie...


Dziekuje! :*

Moj swiateczny prezent, z ktorym sie nie rozstaje odkad go otworzylam ;) :*

i kazda koperta z Polski wywoluje spory usmiech na mej twarzy... fajnie jest czytac polskie literki od Ukochanych osob. Dziekuje ze Was mam Kochani i Kochane : ))

25 grudnia 2010

Santa Claus is coming to town!

Ostatnie moje dni uplywaly na robieniu przedswiatecznych zakupow, a lista jest dluga... ; ) A najbardziej nie moglam sie doczekac kiedy dziewczynki beda otwieraly prezenty ; ) Moj pokoj zamienil sie w pracownie Swietego Mikolaja : )

Szerzylam polska tradycje tutaj... moje prezenty zostaly rozpakowane w Wigilie po kolacji - a ja musze sie przyznac, ze jeden prezencik otworzylam przed pierwsza gwiazdka... tylko jak zobaczylam czerwona Mikolajowa koperte.. a tam najslodszy prezent jaki moglam sobie wymarzyc. Dziekuje tej Gwiazdce, ktora czyta w moim myslach ;) :*

Co do mojej kolacji to z przyjemnoscia jadlam pyszna Lasagnie ktora przygotowala moja Hostka - milosniczka Italii ;) Wiec wszystko odbylo sie w lenistwie i spokoju oraz dniu spedzonym na skypowaniu z rodzinka i przyjaciolmi :) Bez sniegu moze nie bylo tak magicznie ale mi to odpowiadalo. Bez zadnego kulinarnego szalenstwa - wybacz Mamus tesknie za Twoim jedzeniem... ale ten spokoj mi bardziej odpowiada ;)

Po kolacji dziewczynki zabraly sie za otwieranie prezentow i starsznie sie cieszylam, ze moje prezenty sprawily im tyle radosci - dobrze poznalam moje Szkraby przez te pare miesiecy ;) prezenty dla Hostow rowniez trafione wiec bylo milo...

a ja dostalam od moich dziewczynek przerurocza ramke z naszym swiatecznym zdjeciem! :D

Bylo tez dzielenie sie oplatkiem - tradycja musi byc ; ) - mialo byc symboliczne a stalo sie smieszne, gdy moj mlodszy M&M's wzial do buzi kawalek po czym z oburzeniem krzyknal "It's jaaaaakiiiiiiii" - na tym szerzenie tradycji sie skonczylo ;)

Dzisiejszy dzien, czyli faktyczne Christmas, rozpoczal sie bardzo wczesnie - na szczescie udalam sie wczesniej spac bo wiedzialam co mnie czeka, a chcialam byc od rana z rodzinka. Moje dziewczynki jak to one juz przed 6 rano sie obudzily by dorwac Mikolaja ;) wiec i ja po ich krzykach zachwytu nad prezentami ze skaepret - ktore wisialy na kominku w tym dla mnie jedna tez! - udalam sie w pizamie - co uwazam za slodka tradycje na dol... a tam Starsza juz po przejrzeniu swojej skarpetowej zawartosci probowala sie dobrac do skarpety Mlodszej... wiec ku odwroceniu jej uwagii pozwolilam otworzyc jej moja ; ) a tam znalazly sie slodkie prezenty i ten jeden z listu do Mikolaja tez [az dziw bo wrzucilam go do jego skrzynki dopiero w piatek ] ! ;)

Dzisiaj nasza kolacja nie byla niestety urocza, bo Host wezwany do pracy.. za to lenistwo bylo i zabawa nowymi zabawkami rowniez - ojjj bedziemy mialy co robic przez pare tygodni ! ;)

Zatem nadal mnie czeka blogie lenistwo, na szczescie bez pysznego jedzenia wiec moge sie pokusic na lody i dobry film !! A jutro czeka mnie dalszy dzien skypowania !! Bo niektore wazne Osobki byly poza moim zasiegiem ; ))

a po Swietach pozostaje mi zyczyc wszystkim Szczesliwego Nowego Roku !! :))

17 grudnia 2010

"Don't look for happiness... CREATE IT!! "

Moje dwa ostatnie wieczory uplynelu mi bardzo milo, poza domem, czyli tak jak lubie najbardziej ;)

Srodowy wieczor spedzilam z moja au-pair'ska kolezanka... Niemiecka Charlottee ;) Po naszej wycieczce do NYC uwielbiam z nia spedzac czas i zawsze sie dobrze bawie w jej towarzystwie. Mamy tez wspolne tematy a najbardziej lubie w niej to ze ma swoje zdanie ! ; ) Jedyny minus mojej slodkiej C. jest taki ze jest under 21. Czyli kazda inna zabawa niz grzeczne picie kawy, zakupy itp nie wchodza w gre. Bu. A mieszka praktycznie 30 min drogi ode mnie, jesli na Freeway smigam 70 mph ; ) ale mimo wszystko jest mi najblizsza operka a wiadomo, oprocz niej jest jeszcze tylko Lucii.

Na czwartek mialysmy zaplanowany maly swiateczny wieczor z prezentami ! Wiec w srode zakupowalam z C. prezenty dla dziewczyn, ale ja oczywiscie jestem wybredna i swoje zakupy dopiero zrobilam w czwartek, przed spotkaniem, na ktore co gorsza sie przez to spoznilam ; ) a mialo byc pieknie praca do 5.30 duzo czasu. Ale z Hostami mielismy swietna kolacje i swietnie sie gadalo... wiec... o tym w dalszej czesci ; )

Zatem wczoraj mialysmy w planach mrozony yogurt, ktory jest czyms boskim - prawie tak samo jak moj ukochany McFlurry z m&m'sami ;) gdyz smakuje jak lody a nie ma kalorii - no chyba ze sie dosypie do kubeczka za duzo slodkich dodatkow ;) Jednak przybytek radosci zamknieto nam o 9pm wiec trzeba bylo sie udac w inne miejsce i nie zaskoczy nikogo [ chyba nikogo kto mieszka tutaj ;) ] ze ta miejscowka okazal sie Starbucks! [ Bede musiala zrobic osobna notke na temat Starbucksa, ktory odgrywa taka wazna role w moim Turlockowskim zyciu haha]. Tam oczywiscie spedzilysmy czas plotkujac i wymieniajac sie prezentami, takze do domu wrocilam obladowana ;D a dziewczyny naprawde sie postaraly :D wiec naprawde bardzo milo i ciesze sie z tych kobiecych wieczorow :)

Ale oczywiscie nieszczesny Starbucks zamykaja o 11pm wiec nie chcac wracac do domu - ostatanio cierpie na bezsennosc, a raczej moj naturalny nocny tryb zycia - ktory przy pobudkach o 6.45am czasami daje w kosc, tymbardziej przy deszczowej pogodzie jaka mam teraz tutaj, jeszcze przy kawce wykonalam kilka smsow... niestety w dalszym ciagu te wstretne egzaminy wiec nic sie nie dzieje. Dlatego tylko ddwiedzilam kolege uczacego sie w domu... i dzieki temu za nie dlugo zostane miszczem matematyki ale nie ucze sie jakichs podstaw bo co mi po podstawach jak ja od razu mam wyklady o jakichs lambach i innych skomplikowanych rzeczach. Slucham zawsze uwaznie, a najbardziej lubie jak on mi probuje to tlumaczyc :D Na szczescie moja nauka skonczyla sie gdy, po chwili dolaczyl jeszcze jeden kolega... i w tym momencie musze napisac I LOVE MUSTACHE lol [ tlymacze : kocham wasy!! ]. Nie wiem skad sie tutaj wziela na to moda, ale z moich znajomych raz ma jeden raz ma drugi. Ale wczorajsze wasy wywarly na mnie niesamowite wrazenie, nie wiem czemu po prostu wywolywaly usmiech na buzi od samego patrzenia haha. Prawdopodobnie dlatego ze biedak smiesznie wygada, a nie jedna by sie go wystraszyla w ciemnej uliczce bo wyglada jak... haha. Co mu oczywiscie oznajmilam i mam obiecane ze jesli wasy wywarly na mnie takie wrazenie to zostana chodowane specjalnie dla mnie ;D wiec i ja mam swoje mustache ;)

Na szczescie dzis ostatani dzien tych durnych egzaminow i w koncu moze zacznie byc wesolo, bo brakuje mi juz wesolych wyjsc ;) a moja szkola... zacznie sie dopiero 10 stycznia. I co gorsze jestem niestety na listach rezerwowych - zawdzieczam to bycie swiezynka w Collegu ech - ale chlopaki mnie uspokoily ze jesli jestem do 10 na listach to sie dostane a jak nie to mam czarowac nauczycieli i taki bedzie moj sprytny plan.

A zajecie jakie wybralam to: Appreciation of Art // Intro to Computer Graphics oraz Grammar Review!

Wiec bede liczyla na troche szczescia i teraz juz sama nie wiem ktore zajecia wybiore ;) Wszystko okaze sie 10/11 stycznia na pierwszych zajeciach :) Juz nie moge sie doczekac !

A ze szczescie mi dopisuje praktycznie we wszystkim... a pisze tak, gdyz marzyl mi sie iphone i nawet rozmawialam z Hostem na ten temat ale ucichlo... ale ze ja mam cos w sobie w czarownicy siec w ktorej jestem zmienia cos tam i moj telefon nie bedzie zdolny do odbierania i wykonywania polaczen i do 6 stycznia musze go wymienic! Takze juz niedlugo zostane maniaczka firmy Apple - a moze juz jestem ; )

A jak kiedys pisalam, moje zycie tutaj uklada sie troche jak w filmie... to teraz bedzie troche bardziej serialowo - telenowela tez sie kreci ale to przemilcze ; ) - Hosci zapytali sie czy bym nie chciala zobaczyc ich podczas operacji, oczywiscie jako obserwator... i jasne ze chce ! Bede mogla sie poczuc jak rezydent w Grey's Anatomy lol ; ) wiec mozliwe ze dzis wyladuje na OR z Hostem jak bedzie cos ciekawego i jak reszta zalogi operacyjnej sie zgodzi !! :D Nie moge sie doczekac !!

A jutro kojejna klatka w moim amerykanskim filmie, swieta swieta... zatem jedziemy pobawic sie w Christmas Train !! : ))


13 grudnia 2010

365 PROJECT.

Z racji tego, ze nowy rok tuz tuz... az nie chce liczyc jak niewiele dni pozostalo... Wpadlam na pomysl... moze nie oryginalny, ale zawsze pomysl by zaczac moj 365 dniowy projekt fotograficzny. Nie wiedzacych o czym mowa, to projekt w ramach ktorego kazdego dnia dodaje sie do swojej 'galerii' jedno zdjecie. Ma to na celu udokumentowanie calego roku w jednym zdjeciu - wiec niby wydaje sie to proste, ale bedzie trzeba stanac na paluszkach zeby ten rok byl zapamietany nalezycie i kolorowo ;) choc pewnie i szare odcienie sie znajda... - a niesie to za soba wiele korzyci, moim zdaniem oczywiscie. Po pierwsze systematycznosc, po drugie wieksza praktyka w robieniu zdjec i nauka kreatywnego myslenia. To przychodzi mi na samym poczatku.

Takze, zeby calosc nie poszla na marne a ze systematycznoscia to roznie bywa - widac chocby po blogu... szkice notek mam az ze wrzesnia... [ musze do konca tego roku nadrobic, bo nowy rok ma przyniesc zmiany na lepsze i nowe postanowienia ale o tym konkretniej w innej notce... ktora juz jest szkicem ;) ]...

Szukam osob, ktore zaczna ten projekt ze mna... wieksza ekipa wieksza motywacja. takze zapraszam...

Ja swoje zdjecia zapewne umieszaczac bede na moim flicker'ze... ale mam zamiar zrobic zakladke na blogu i dodac wszystkie galerie osob, ktore sie podlacza. Zapraszam !!



START: 1 Styczen 2011 !

Odsylam rowniez pod ten link: http://365project.org/ :))

49ers... and late fun.

Wczorajszy dzin moge zaliczyc do jednego z lepszych spedzonych tutaj dni!

Zaczelo sie od samego rana... sniadaniem z moimi dziewczynami a jadlysmy tort urodzinowy slodkiego 4 letniego dziecka Slowaczki ;) a wszystko w biegu bo spieszylysmy do San Francisco na football game! Mialysmy darmowe bilety w niezlej miejscowce na mecz: 49ers vs seahawks (Seattle). 49ers to jak mozna sie domyslec grupa z SF. Nie sa oni moze najlepszymi graczami ale wczoraj wygrali z wielka przewaga nad Seahawks ! A tutaj football game to wielka sprawa ! na dlugo przed meczem ludzie na parkingach z BBQ i piwkami w rece. Wszyscy ubrani w koszulki z naziwskami graczy wiec bylo czerwono wszedzie ;) Barwy 49ers to bialy i czerwony ;) Mniej wiecej juz wiem o co chodzi w tej grze... ale chyba ciagle mniej niz wiecej ;) Wazne ze bylo smiesznie i wazne ze wygrali!!

Po meczu gdzie lekko wymarzlysmy udalysmy sie do Christmas Wonderland! W tym samym miejscu co sezon jest inna atrakcja... tym razem wszystko pieknie oswietlone swiatelkami zachecalo do wstapenia. Porobilismy sobie zdjecia... niestety nie chcialo nam sie czekac w kilometrowej kolejce zeby przejechac sie mini pociagiem, czego bardzo zaluje... bo przejezdzalo sie przez tunel o dlugosci 200 foot - tunel zrobiony ze swiatelek swiatecznych! ; )

Wieczor z dziewczynami zakonczylam w Appleebee's w moim miescie, gdyz w Starbucksie nie moglysmy znalezc miejsca. Egzaminy tutaj w toku wszyscy sie ucza... ;) ale oczywiscie zawsze znajdzie sie ktos do hang out ; ) zatem zostalam driverem Seana... bo mial zamiar sobie zrobic przerwe od nauki...

...zatem gdy dziewczyny pojechaly do domu zostawiajac mnie sama o wczesnej porze... 20.00... nie chcialam zakonczyc wieczora wiec udalam sie do Sbuxa po mojego kompana i udalismy sie spowrotem do Applebee's ! I po pysznej kolacji, do ktorej zostalam zmuszona ;) dolaczylo do nas jeszcze dwoch Panow... i oczywiscie nie moglo sie skonczyc szybkim powrotem do domu... koledzy byly nastawieni na tance... a ze mi wczesniej z ust wyskoczylo ze marze zeby potanczyc... nie bylo opcji nie pojechania z nimi do Modesto do klubu - niby karaoke ale troche potanczylam ;) Choc bardziej ten wieczor pamietam z miliona buzikow jakie dostalam w policzek... i ataku moich kolegow, gdy jakis biedny chlopak do mnie podszedl [ btw. i tak go podziwiam za odwage bo podejsc do dziewczyny stojacej w otoczeniu trzech kolegow to nalezy sie medal ;) ]. Do tego nie obylo sie bez czekania na dwoch nie-kierowco na parkingu... co milo wspominam ;) a na zakonczenie nocy nie moglo sie obyc bez kolejnej kolacji, juz nie dla mnie ;) w Taco Bell gdzie chyba sie wszystkie imprezy koncza - czyt. na parkingu ;) gdzie jeszcze rozmawialismy i sie smialismy przez dobre 40 min ;) Chlopaki odjechali, mi pozostal kolega do odwiezenia - nie obylo sie oczywiscie o pijanych rozmow o zycou - i trzeba bylo jeszcze zatankowac to sprytnie wymyslilam ze 8 dolarow mi wystarczy.. i jakze sie zdziwilam ze niewiele sie zmienil licznik paliwowy... wiec zeby nie wracac sie na ta sama stacje... musialam objechac miasto i ponownie zatankowac lol i do domu dotarlam o 3.30... zostawiajac sobie niewiele czasu na spanie... ale kto by sie tym przejmowal jak tyle chwil wpadlo do pudelka wspomnien ;))



Do tego wybilo mi tutaj 5 miesiecy... i 3 miesiecznica znajomosci z moimi Chlopakami!! ale ten czas mi szybko tutaj ucieka :((

10 grudnia 2010

Facebook.

Od dawna staralam sie zalozyc strone odnoszaca sie do mojego bloga. Takie popularne to teraz ale i dobra forma marketingu w ktorego probuje sie wdrazyc ;) a raczej bede probowala jesli szczescie dopisze.

Wordpress niestety poki co nie jest najlepszym pomocnikiem jednakze cos udalo mi sie stworzyc, zatem jedynie co to moge zaprosic i odeslac Was do linka,  bo glupiej ikonki 'like' nie potrafie wstawic na bloga. Ale obiecuje popracowac nad tym ;)

Zatem moj wlasny przycisk ;)

Incessant Journey Page

06 grudnia 2010

Winter?!

Dzisiejszy dzien byl piekny, zatem trzeba bylo dzieci zabrac na dwor... oczywiscie ubrana w ciepla bluze i jesienne buty ;) prawie duszac sie wychodzac z domu, bo choroba panuje w calym domu - ale to niczemu nie przeszkadza ;) - a tu niespodzianka, po wyjsciu z samochodu przejsciu kawalka chodnika bylo tak cieplo, ze sciagnelam swoja bluze [ kto mnie zna wie, ze jestem mega zmarluchem...] i bylam w przyjemnym szoku ;)

6 grudzien... a ja sobie na dworze chadzam tylko w t-shircie z krotkim rekawkiem. Nie wiem ile bylo stopni, mialo byc do 15 Celsiusza ale zaloze sie ze bylo wiecej ;)

Kocham Californie. I ciesze sie ze jestem tu gdzie jestem!! ;)

Am I bad luck girl ??

I sie dobre skonczylo... w koncu smiejac sie przez cztery miesiace ze ja jestem pechowa, stalo sie. Moje szczescie sie skonczylo!!

Wczoraj bylo zle... dokladnie zlych przez pare minut, minut spedzonych w strachu i panice.

Otoz to po cudownym dniu, rano robilismy z rodzinka Swiateczne zdjecia [ zrobilismy sobie domowe studio, ubralismy sie wszyscy ladnie, moje dziewczynki wygladaly przeslodko w ich Christmas Dresses, i nawet pare ujec wyszlo ciekawych!! ], paru godzinnych zakupwach i mam pare prezentow - choc lista jest jeszcze dluga [ a tu za 2 tyg trzeba wydac duzo pieniedzy na szkole!!! :( ...smuci ale i cieszy bo sie nie moge doczekaaac stycznia! ], kolacji ze znajomymi, gdzie jedlismy Sushi - uwielbiam sushi, za to ze mozna je podpiac pod zdrowe jedzenie i za to ze jest tanie!

I po kolacji nastapil moj pech... po deszczu nie zauwazylam kraweznika - btw. jak mialam go widziec jak ja nawet nie widze przodu swojego samochodu, i to nie dlatego ze mam krorki tulow ;) nie wiem czy ktokolwiek go widzi :/ - krach, opona przebita. Cale szczescie w nieszczesciu, ze nie bylam sama w samochodze i w miare sprawnie opone wymienilismy, tzn. kolega wymienil ja stalam z daleka od auta zeby jeszcze innego pecha nie sprowadzic... cale szczescie ze zapasowka byla i wszystkie sprzety! Wiec obylo sie bez dzwonienia do Hostow... tzn. w tej krytycznej chwili. Po dotarciu do Starbucksa nauczeniu sie nowych slowek [ m.in. FLAT TIRE - zapamietam do konca zycia ;) ], dostaniu wsparcia od znajomych, wysmiania sie z mojego sierotctwa i przytulaku pocieszajacym kolegi trzeba bylo zadzwonic do Hosta brrr. rozmowa byla smieszna i krotka... na poczatku "aww crap" ale jak wytlumaczylam, ze opona wymieniona i ze auto cale powiedzial mi ' don't worry '. Wiec moglam zostac troche w Starbucksie ;)

Rano mialam miec cudowny dzien w lozku, praca od 12.30, ale z racji okalecznia samochodu juz od 7.10 z moimi Szkrabami siedzialam, pozniej oczywiscie auto do mechaniaka, cena nie zabija wiec to rowniez cieszy! Auto bedzie do 18 do odebranie uff. Hosci sie tylko ze mnie smiali, wiec wszystko jest okej. A ja na pewno bede jezdzila ostrozniej ;)

Ale to nie tylko powod mojego poczatku pecha... ta historia skonczyla sie dobrze. Dobrze dla mnie i dobrze dla samochodu ;)

Smutniejsza rzecz jest moja edukacja. Bo zrodzilo sie za duzo schodow. Moja wymarzona Grafika Komputerowa juz pelna :? a mi zostalo jeszcze 8 dni do rejestracji. I mam nadzieje, ze jakims cudem mimo wszystko uda mi sie wkrecic w te zajecia bo inaczej to bede musiala wybrac cos innego, a ze moja przerwa w pracy stawia spore ograniczenia wiec moze byc ciezko zeby wpasowac sie w moj wymarzony Marketing. Ojjj. Potrzebuje duzo szczescia 14 grudnia, a pozniej przy blaganiu o wpisanie na liste... :((

03 grudnia 2010

Let it snow!!

Swieta tuz tuz... no dobra za 22 dni!

Moje miasteczko juz jest niezle oswietlone, male szalenstwo tutaj.. jak juz swiecic to cale domy ;) wiec po zmroku robi sie przyjemnie... szkoda ze nie mam statywu zebym mogla Wam to pokazac... bo jest zimno! Tutaj zimno jest troche inaczej mierzone niz w Polsce... bo tutaj jest naprawde zimno, a termometr pokazuje 11 stopni w ciagu dnia ;) w nocy bywalo ze temperatura siegala w granicach 0 st. Celsiusza ! Az sie raz zdziwilam jak mi samochod powiedzial ze jest 37 st F !! btw. trwalo to moze z godzine bo po godzinie jak wrocilam do samochodu to owego ostrzezenia nie bylo ;)

Wiec zyjac bez sniegu, marze o sniegu... aczkolwiek jakos bez niego sie obejde.. patrzac na to co sie dzieje w Polsce !! Ale mam chociaz snieg na blogu, o! ;)

12 listopada 2010

``At every moment of our lives we all have one foot in a fairy tale and the other in the abyss.

Jestem tutaj juz cztery miesiace !

Nie wiem kiedy to w ogole przelecialo :o ! Wiem tylko, ze nie chce wracac zbyt szybko do domu...

Tesknie okropnie za najblizszymi, ale wiem, ze musze myslec o sobie - jakie to samolubne wiem - aczkolwiek musze lapac byka za rogi i nie moge pozwolic mu zrzucic mnie na ziemie.

Nie ukrywam, z kazdym dniem coraz bardziej obawiam sie powrotu do Polski. Bo kolejne studia? i tak nie moglabym pojsc na to co mnie naprawde interesuje - socjologia sie mi juz znudzila niestety ;) lubie to... ale nie potrzebuje magistra z socjologii... niestety.

Dlatego w mojej glowie kraza dwa plany na przyszle zycie... po byciu Au Pair... a moge  byc tutaj dwa lata w tej roli... zmienic wize na studencka - oj oj duzo pieniazkow musze zaoszczedzic... - nie latwo jest byc tutaj miedzynarodowym studentem. Nie moge sie juz doczekac na moje pierwsze zajecia w Collegu... a to dopiero za dwa miesiace... :)) Dzieki temu, ze tutaj nie wymagaja wczesniejszych egzaminow w stylu 'matura', od jakiegos czasu powtarzam ostro matematyke... i zastanawiam sie powaznie nad marketingiem, reklama i PR. Za dwa tygodnie mam w planie zdawac testy, ktore pokaza na jakim poziomie rozumiem i umiem matematyke. Rowniez na jakim poziomie jest moj angielski. Wiec nie leniuchuje i spedzam moj wolny czas w Starbuckie z moja Math Book ;) Zobaczymy co z tego planu wyjdzie.

Plan B. to emigracja do mojej Kochanej Siostry. Germany - az sama nie wierze ze to pisze.. a moze bardziej UK. ale to by juz oznaczalo plan C ;)



Czas pracy mija mi w dalszym ciagu przyjemnie, uwielbiam moje dzieci i wiem ze one uwielbiaja mnie. Rowniez Hosci sa wspaniali... wiec jestem zdecydowana zostac tutaj na drugi rok...

Turlock stal sie moim domem. Teraz nie wierze, ze krotko przed wyjazdem mialam tyle obaw zwiazanych z ta lokalizacja... ale oprocz miasta wazni sa ludzie... a poznalam tutaj naprawde ciekawe i fajne osoby. I uwielbiam moich Friends :))



Z okazji czteromiesiecznicy jade na wakacje ;) i wlasnie powinnam sie pakowac - aczkolwiek nienawidze sie pakowac... i nawet nie chce stad wyjezdzac haha.

Juz jutro z pewnoscia nie bede chciala wracac ;)

Waikiki Beach here we come !! ;)

11 listopada 2010

Modesto -> Stockton -> Sacramento

Moj pierwszy przedluzony - pierwszy wolny- weekend spedzilam z Monika i Lucii poznawajac nasza najblizsza okolice. A bylo to we WRZESNIU ;) Nie wzielysmy sobie do serca tego, ze nasze host rodziny nam to totalnie odradzaly. Lucii postanowila 'oszczedzac' wiec w naszych planach postanowilysmy odwiedzic:

Modesto - miasto lezace pomiedzy mna a Lucii, ktore stalo sie naszym miejsce odwiedzania Mall'a i wydawania pieniedzy ;)

Stockton - miasto slynnace ze zlej slawy i niebezpieczenstwa.

oraz najciekawszy punkt naszego weekednu:

stolica Californii -> Sacramento!

Pierwszy dzien nie roznil sie niczym od naszych wszystkich dni w Modesto. Zamiast gnac do jedynego muzeum jakie bylo otwarte w sobote, udalysmy sie... do Malla! Dla Moni to moglo byc cos atrakcyjnego - nasze pierwsze zakupy z Lucii byly OGROMNE - natomiast moja dusza podroznicza cierpiala. Ale coz masz samochod masz wladze ;)

Wieczor minal za to przyjemnie. Monika, dobre kalifonijskie wino i ja :) Przegadalysmy caly wieczor!

W niedzielny poranek ciezko bylo wyjsc z lozka, ale bylysmy umowione z Lucii w Stockton! Rodzinka podrzucila nas na stacje i pognala na piknik, a my wsiadlysmy w pociag, gdzie nie obylo sie bez niespodzianek - tym razem niesety mniej przyjemnych niz zazwyczaj w pociagu - ale z malym opoznieniem dotarlysmy do niebezpiecznego miasta ;) Lucii juz na nas czekala :)

Pierwszym miejscem w planie bylo sniadanio-lunch w Burito oraz oczywiscie kawa ze Starbucksa ;) Moje burito nie dosc ze bylo ogormne to do tego wzielam sobie spicy i myslalam ze mi jezyk wypali ;) Po tym lunchu stwierdzam, ze tutaj dobra porcja jedznia dla mnie bedzie porcja dziecieca!

W Stockton nie widzialysmy za wiele. Nudne miasto niestety. Jedna ciekawa miejscowka, ktora widzialysmy to campusUniversity of the Pacifik poza tym to juz tylko wielka nuda i Starbucks ;)

Stad zazwyczaj wyruszam ...

W malych podrozach zazwyczaj towazyszy mi Lucii :)



Monia :))



Widokowki z Stockton... miasta, ktorego nie znosze... napawa mnie strachem kazda wizyta tam... za duzo sie nasluchalam o nim zlych rzeczy..



Stockton.

Stare miasteczko w Sacramento.



Stolica Californi.

31 października 2010

Moj czas tutaj biegnie bardzo szybko, z dnia na dzien coraz wiecej spedzonych dni tutaj. Odkad mam znajomych nie mam czasu za bardzo na nic. Praca, wyjscia i kolejna kartka z kalendarza. Nie narzekam, takie zycie mi sie podoba tylko jeszcze chce dodac szkole. Bo tego mi naprawde tutaj brakuje. Ale juz od stycznia zaczynam moja przygode w Collegu... w pobliskim miescie. Wiec stoje teraz przed wielkim dylematem, jaki przedmiot wybrac. A jest to dla mnie tak trudne, gdyz w mojej glowie zrodzil sie pomysl aby zostac tutaj dluzej niz pozwala mi moja au'pairowska wiza. Aczkolwiek jestem juz na 99% pewna ze zostaje tutaj na drugi rok, u tej samej rodziny... bo uwielbiam moje dzieciaczki! A poza tym mam tutaj dobrych znajomych a to nie takie latwe poznac fajnych ludzi ;) - tak drodzy przyjaciele z Polski tesknie okropnie za Wami!

Zatem nowe marzenia, nowe plany... zobaczymy czy uda mi sie je zrealizowac...

i obiecuje, ze dodam relacje z calego miesiaca w nastepnych wpisach.. san francisco, nyc... troche sie tego nazbieralo... ale wszystko jest w mojej glowie tylko musze znalezc czas na przelanie tego na bloga... aczkolwiek praca, znajomi i nauka zabieraja mi sporo czasu... tego wolnego tez ;)

30 września 2010

‎``Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars ?

Dni tutaj uciekaja jak szalone! Ciagle sie cos dzieje takze nie mam czasu na spokojnie usiasc napisac notki i zamiescic zdjec :( mam juz kilka zaleglych notek ale wszystko jest w mojej glowie. Czuje sie jak w filmie przygodowym, z watkiem romantycznym wlacznie, przezywam noce jak dziewczyny z Sex and the City ! Jednym slowem: Bosko.

Time of my life :)

Dzisiaj wylatuje do Nowego Jorku.Jakkolwiek kosmicznie to brzmi, dla mnie to rozniez kosmiczne i z kazdym dniem wciaz nie wierze ze mam taka mozliwosc, ze moge podrozowac... ze bylam w San Francisco, ze spedzilam swietny czas z Justyna w San Jose ! To wszystko brzmi tak abstrakcyjnie,  a ja to naprawde przezywam. Humor dopisuje, bo dlaczego mialby nie dopisywac jesli widzi sie na wlasne oczyska rzeczy z tv. Istne szalenstwo.

Uwielbiam tu byc. Uwielbiam tu spacerowac w nocy w krotkich spodenkach w blizce z krotkim rekawem. I moze moje Turlock to nie metropolia naprawde sie mi tutaj podoba ! O moich slodkich i kochanych dziewczynkach nie wspominam. Kazdy dzien jest inny, zdarzaja sie ciezkie ale to tak jeden na tydzien i potem juz jest tylko cudownie! : )

Jestem szczesliwa. !

13 września 2010

I'm alive now.

Moje zycie tutaj chyba sie dopiero tak na dobre rozpoczelo :o :D

Wczoraj nie dosc ze moje dziewczynki byly aniolkami - spaly cale poludnie haha co sie rzadko zdarza ;) to mialam swietna kolacje z hostami! Chyba pierwszy raz od dluzszego czasu poczulam sie naprawde wyluzowana ! Oczywiscie nie obylo sie bez "oooo chce uslyszec o Twojej wczorajszej nocy" xD I obie z Hostka cieszymy sie bardzo bardzo ze mam tutaj w koncu znajomych ;)

A takze mielismy rozmowe o zostaniu w USA dluzej [ rozmowa byla teoretyczna moi przyjaciele ;) ] i milo bylo uslyszec ze bardzo mnie lubia i oczywiscie jak chce moge zostac z nimi dluzej :))

A Starszy Diabelek dzis szalal ;D

Starsza: Diabel -> D

Mlodsza: Aniolek -> A ;)

"D:  Mummy A is not eating her dinner!

HM:  and how about you dinner?

D: weeeeeell, Im really not hungry now!"

Slodziaki moje kochane :D

Moje zycie towarzyskie kwietnie spotykam sie z chlopakami codziennie :P wczoraj knajpka, dzis kino :D Yeeeaaaah :D I'm so happy now ! :D

Ps. do tego moj nowy obiektyw w koncu do mnie dojechal wiec moze beda nowe zdjecia jak sie naucze obslugi ; )

Two months here.

Wczoraj wybilo mi dokladnie dwa miesiace w USA, w mojej nowej miejscowosci jestem juz 7 tygodni.

Zycie uplywa mi bardzo szybko, te dwa miesiace wydaja sie byc zaledwie dwoma tygodniamia.

Praca jako Au Pair mi sie nawet podoba, moje dziewczynki sa naprawde slodkie i kochane - wiem ze to nie czesto spotykane zjawisko. Od razu mnie polubily wiec nie mialam z nimi, i wciaz nie mam jakichs wielkich problemow. Btw. myslalam ze po dwoch miesiacach powiem "OMG mam dosc dzieci" ale ta praca naprawde daje mi jakas powiedzmy przyjemnosc :) Kazdy dzien z nimi jest inny, raz sa aniolkami i potrafia sie bawic wspolnie, albo chociaz bez klotni i wyrywania sobie wzajemnie zabawek, a czasami kazda jest zazdrosna o kazda i domaga sie wiecej czasu poswieconego tylko dla nieej. Wiec kazdy dzien to zagadka i nowe wyzwanie. Robimy przerozne rzeczy [moze kiedys pokaze nasze artsy and craftsy ;)]. Moje starsze dziecie jest bardzo gadatliwe wiec i szlifuje swoja angielszczyzne. A najprzyjemniejsze jest to ze podrozowanie tutaj jest naprawde latwe i przyjemne!

Jest mi tu dobrze, choc przez ostatnie dwa tygodnie powoli juz przymieralam bez znajomych - nie koniecznie homesickness bo go nie ma;) Niestety do wczoraj godzina 19. to byla dla mnie pozna noc :o wiec pozostawalo mi ogladanie  filmow/serialow i czytanie ksiazek. Ciezko sie zyje bez znajomych. Ale tez wydawalo mi sie ze poznanie kogos tu przyjdzie mi duzo latwiej - niestety ciezko kogos poznac na ulicy bo tu kazdy smiga samochodem ;) wiec zylam przez ten czas w moim pokoju [jak smutne to jest :P] dopiero weekednami odzywalam spotykajac sie z moja Slowaczka ;) Probelm z nia taki ze ona zakupoholiczka a na wieczorne eskapady nie dala sie nigdy wyciagnac, no dobra raz gdzies bylysmy naprawde wieczorem na miescie aczkolwiek zakonczylo sie na pogaduchach :)

Na szczescie dzieki CouchSurfingowi poznalam wczoraj [po 2 bitych miesiacach!!] naprawde fajnych chlopakow tutaj ;) Mialo byc spotkanie na kawe z jednym a okazalo sie ze poznalam od razu czterech ;) Poprzeszkadzalam im w nauce, pojechalam z nimi na kolacje i piwko, posiedzielismy u jednego z nich w domu i chyba dobrze trafilam bo sa to naprawdeee wesole chlopaki, ze przystojni to juz nie wspominam ;) i sa naprawde uroczy! Nawet juz planuja jakis wypad z Turlock gdziesss, wiec zapowiada sie wesolo!

A z niewinnego wyjscia na kawe zrobilo sie 5h smienia i zartowania :)

Wiec w koncu zaczynam tutaj zycie i mam nadzieje ze kolejne 10 miesiecy uplynie mi naprawde fajnie ;)

12 września 2010

Second Au Pair Meeting...

Kazda Au Pair wyjezdzajaca z Cultural Care ma tutaj - smutny - obowiazek uczestniczenia w co miesiecznych spotkaniach ze swoja LCC [dla nie zorientowanych LCC - to lokalna coordynatorka ktora z definicji powinna byc pomocna swoim Au Pair oraz posredniczaca pomiedzy AP a Host Rodzina ;)].

Moja LCC jest marna jesli chodzi o organizowanie spotkan i czegokolwiek. Juz rodzina przed poznaniem jej mnie o tym ostrzegla. A ja sie tylko w tym utwierdzam, smutna prawda.

Nasze pierwsze spotkanie w gronie innych Au Pair odbywalo sie na Pool Party u jednej z rodzin. I jedynie co moge napisac to ze bylo to naprawde dziwne party. Nie wiem kto tam mieszkal, nie wiem ktora AP tam mieszka. A host organizator byl sytarszny, w czasie imprezy na oczach dzieci - malych dzieci - z nikad wyciagnal swoja strzelbe i zastrzelil golabka :o to bylo naprawde dziwne party!!

Wracajac do tematu, nasze drugie spotkanie juz zwyczajne bo tylko w gronie Au Pair odbylo sie w Stockton -miescie ktore slynie ze zlej opinii, kazdy przestrzega ze to niebezpieczne miasto po zmroku. Tak wie my mialysmy sie tam spotkac przed 7pm, gdyz szlysmy na Baseball Game...

Nie dostalysmy zadnych wskazowek oprocz adresu. Zatem Lucii zaparkowala szczesliwa swoj samochod na bezplatnym parkingu i przed meczem mialysmy sie spotkac na kawe w Starbucksie.  Okazalo sie ze parking jest po drugiej stronie rzeki i jak powiedzialam Lucii o opinii na temat miasta bylysmy obie lekko zdenerwowane, ale nie mialysmy czasu na szukanie innego parkingu wiec poszlysmy z 20 min do stadionu.

Dotarlysmy tam i jedyna znajoma osoba byla Hostka Lucii - ktora rowniez wybierala sie na ten mecz. Oczywiscie ani LCC ani innych dziewczyn nie bylo. LCC nie odpowiadala na telefon wiec bylo milo. - btw. kolejny minus dla niej. Na szczescie Hostka Lucii kupila bilety dla wszystkich dziewczyn bo LCC byla spoznona. Spotkanie mialo byc o 18.45 - a ona jeszcze o tej godzinie byla w swoim domu :o - kolejny minus.

Na szczescie dziewczyny z mojej grupy sa bardzo wesole i fajne.  Jedyny plus tych nieszczesnych spotkan ;) i pomimo ze BASEBALL to wielkie nudy ! Bylo w miare wesolo ;) oczywiscie do dzis nie wiem na czym to polega... a czeka nas jeszcze jedno podobne spotkanie - tym razem w SF w grudniu !

Takze LCC zebrala wiele minusow a spotkania beda smutna koniecnoscia ;)

Mecz rozpoczal sie od hymnu USA... i fajerwerek ;)







10 września 2010

Venice & Santa Monica

Niedziela w Los Angeles byla dla mnie juz skonczona zanim sie rozpoczela, za sprawa moich swietnych towazyszy podrozy... widzialam plaze w Venice i plaze w Santa Monica - nie bede pisala ze tylko plaze, bo to zbyt drastyczne dla mnie nawet po tak dlugim czasie... takze, beda tylko zdjecia... do tego swiatlo bylo okropne... plazowanie w LA rozpoczyna sie po 15. Wczesniej mozna podziwiac mgle, ktora pokrywa wszystko i bez okularow ani rusz :o !



Kolejny slynny napis ;)

Another day in Paradise - a dla mnie another day in hell :P



Wszedzie tlumy ludzi -i don't like it :]



Jeden kolega probowal zostac moim chlopakiem, drugi probowal sprzedac ich muzyke... na szczescie jakos sobie poradzilam zostalam z pieniazkami ale bez chlopaka ;)

Kolejnym punktem objazdowej wycieczki byla plaza w Santa Monica:

Wszedzie mgla, tragiczne swiatlo - bez okularow ani rusz !

Wszedobylska mgla i nie za wysoka temperatura nie odstraszala od plazowania - brr...

Woda zimna jak w naszym Baltyku !

Kilka minut pozniej... mgla ucieka w glab ladu...

Zostawiajac po sobie kilka obloczkow, ktore i tak po chwili zniknely :o

i juz mozna bylo zaczac plazowanie...

i czuc sie bezpiecznie w wodzie pod okiem Baywatch ;)

18 sierpnia 2010

Hollywood Sign.

``The Hollywood Sign: It’s more than just nine white letters spelling out a city’s name; it’s one of the world’s most evocative symbols – a universal metaphor for ambition, success, glamour …for this dazzling place, industry and dream we call H-O-L-L-Y-W-O-O-D!*



Zeby zobaczyc znak z blizszego bliska trzeba bylo sie troche nameczyc ;) Upal, gorki i przyblizajacy sie znak - LOVE IT !

To bylo dobre miejsce do joggingu!



To zaledwie polowa drogi.. z tego miejsca znak schowal sie za pagorkami.



O wczesnej porze widocznosc na miasto nie byla zachwycajaca, ale mialo to swoj jakis urok! :)

Downtown.



Znak z lewej strony ;)





Lake Hollywood.



*http://www.hollywoodsign.org/index.php

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...